W pewnej wsi na Żywiecczyźnie ksiądz przychodzi tylko na wesela bezalkoholowe. Z reguły zostawał na przyjęciu dwie, trzy godziny, a gdy wychodził, zabawa się rozkręcała. W miniony weekend ksiądz zasiedział się na przyjęciu weselnym. Zabawa się nie kleiła, bo był tylko jeden toast. Po godz. 23, kiedy wszyscy zobaczyli, że duchowny zbiera się do wyjścia, orkiestra zagrała marsz na pożegnanie. Na sali się rozluźniło. Po kilkudziesięciu sekundach ksiądz wrócił. - Kochani, ja wyszedłem tylko do toalety, jeszcze sobie z wami zostanę - powiedział.
Dlatego moi drodzy przyszli małżonkowie, zastanówcie się, czy chcecie zapraszać księdza na wesele. Zwłaszcza jeżeli Was ksiądz chodzi tylko na bezalkoholowe wesela.

